środa, 10 października 2012

Październikowy Glossybox

Po pierwsze muszę powiedzieć, że jestem zaskoczona, że dostałam pudełko wczoraj, a nie za milion lat! Brawowoo!

Pierwsze co rzuca nam się w oczy to nowa kartka. O wiele wiele lepsza, z obrazkami produktów.


W tym miesiącu GlossyBox proponuje nam domowe spa....


Zawartość pudełka wygląda tak:


1. Maseczka Mooya. Hahahaa co za zbieg okoliczności, niedawno robiłam o niej notkę. Z jednej strony ucieszyłam się, bo wiem, że to dobry produkt, a z drugiej strony poczułam zawód - wolę dostawać nowe, nieznane produkty! Ale ostatecznie nie jest przecież źle! Produkt pełnowartościowy. 


2. Peeling PUT&RUB. Kinga Rusin trafia w mój gust. Peeling pachnie jak imbir (a tak naprawdę to rozmarynowo-cytrusowy zapach). Zwarte w nim olejki baaardzo wygładzają i nawilżają skórę. Próbka 50ml -mogłoby być tego więcej! np 100ml. Znów peeling - ale peeling to peeling - zawsze go można zużyć.

Ale jest ważniejsza sprawa: wydaje mi się, że peeling dotarł do mnie lekko odkręcony? Nic się z niego nie wylało...ale jednak.



3. Marokańska glinka Ghassoul. Paczuszka wygląda bardzo fajnie...ale wolałabym pudełko! Przecież to niewygodne! Przesypałam już do pojemnika po peelingu z BU. Glinka ma wszechstronne zastosowanie (ja wczoraj już zdążyłam sprawdzić ją i jest całkiem, całkiem). Na plus to, że to duża miniaturka 100ml - z drugiej strony, produkt nie jest drogi... no ale ciekawy produkt, w końcu coś innego. 


4. Odzywka do włosów Karite (znów)- rzecz, z której ucieszyłam się najmniej, ale zużyję. Mała pojemność ;<


5. Mydełko The secret soap store - Mydło Argan i Goats (i kozy?)  Bardzo maluśka kostka mydełka z pyłkiem złotym. Czemu nie? ;) Szkoda, że w takiej folii, ładnie by wyglądało w pudełeczku. 



6. Tusz do rzęs Fresh Minerals - ok, przyznam, że nie znam tej firmy. Jest mi też szkoda, że dostałam tusz (kolejny...) do rzęs i chętnie wymieniłabym się na coś innego. Ale już go odkręciłam i pomalowałam nim rzęsy - jest jakiś suchy i kulkowy (nie wiem, w tej sprawie muszę się skontaktować z GB, nie miałam nigdy wcześniej tuszu mineralnego). Ale ostatecznie po 4 warstwach rzęsy były fajnie rozdzielone i wyglądały jak sztuczne (w  sensie, było ich wieeeele) Dramat pojawił się przy demakijażu. Niczym, powtarzam, NICZYM nie mogłam cholerstwa zmyć!
Pomijając fakt, produkt pełnowartościowy. 


Z tego co zauważyłam, to pudełko było dosyć mocno zróżnicowane. Jak na razie widziałam 4 wersje glossy.  Opinie są podzielone, jedni są zawiedzeni, inni zadowoleni... No dobra... jest wieeeeeeeele rozzłoszczonych osób. O ile zawartość mnie już nie drażni - spójrzmy prawdzie w oczy: benefit, chanel i lancome nie zobaczymy, to drażnią mnie te dwa produkty (jeden niedokręcony, drugi suchy...). Gdyby nie to - byłoby spoko. 

Glossyboxie, może powinniśmy zniżyć cenę do 30zł, żeby było warto? 

3 komentarze:

  1. widzę, że szkoda pieniędzy na takie pudełka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, czytam te recenzje i w sumie nie żałuję, że tego nie subskrybuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. jakos nie umiem dorosnąć do decyzji, żeby zrezygnować z niego, ale jestem coraz bliżej.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :). Na wszystkie odpowiadam tutaj.
Życzę miłej lektury.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...